Witaj na swojej nowej stronie WWW!

Żeby zmodyfikować tę część szablonu, zaloguj się i w górnym menu wybierz Szablony graficzne.

Panel Administracyjny  ← Kliknij tutaj, żeby zmienić ten tekst :)
Sobota, Październik 14, 2017, 20:21 | Brak komentarzy »
Zeszły weekend spędziłam z Czarneckim na Targach Wnętrz Warsaw Home Expo w Ptak Expo Nadarzyn. 
Postanowiliśmy zdać Wam relacje z tego wydarzenia, każde osobno, swoim okiem ;)

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn black wood milka giemza

Dla mnie Warsaw Home Expo było świetną okazją do nacieszenia oczu pięknymi dekoracjami do wystroju wnętrz i poznania niesamowitych osób. 
Dodatkowo, w trakcie trwania imprezy, okazało się świetnym czasem na spotkania ze znajomymi, również z bardzo dawnych lat.
Głównym sprawcą zamieszania w rodzinie był Czarnecki i jego zawodowe dziecko, czyli Black-Wood, ja towarzyszyłam jako wspacie ogólne i w sumie szybko okazałam się nie konieczna ;) Potrzebna, ale beze mnie też świetnie dałby radę ;)
Cały stres podczas przygotowań, praca ponad normę, wykańczanie każdego drewnianego cuda, olejowanie nocną porą... To wszystko zaowocowało całkiem pokaźnie :)

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn black wood

Patrząc w przeszłość miałam przed oczami Czarneckiego z głową pełną planów i drugą taką porcją wątpliwości. Kiedy w zeszłym roku zrezygnował z etatu, decydując się na rękodzieło, widziałam w nim niepewność... W końcu stanął oko w oko ze światem, zyskując całą masę przeciwników swojej decyzji.
Ten rok był pełen emocji różnych, życia na naciągniętym grafiku nas obojga, wyrzeczeń i generalnie ostrego zapierdalania.
Aż przyszedł czas m.in. na minione właśnie Expo...
Targi objęły trzy hale. Ogromna ilość wystawców.
I te słowa "O, znam Twoje prace", "To Ty jesteś Black-Wood, fajnie", słyszane od odwiedzających. 
Uśmiech pojawiał się nie tylko na mojej twarzy.
Choć dziwiło mnie czasem zaskoczenie ludzi, kiedy Tomek mówił, że wszystkie rzeczy zrobił zupełnie sam.

Klimat wśród artystów i rękodzielników był bardzo pozytywny i ciepły. Czuć było wzajemne wsparcie i dobrą energię. Konkurencja? Nie tym razem. Każdy z ciekawym pomysłem, każdy kreatywny, każdy inny, mimo podobnych dziedzin. Każdy autentyczny, więc i każdy wyjątkowy. 

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn black wood

Dzieliliśmy stoisko z Martą Krasną-Kornak i jej ceramicznymi cudami :)
Uwielbiam ceramikę... budzi we mnie niesamowicie miłe wspomnienia i skojarzenia :)
Zakochałam się w jej plamiastych talerzach :) i nie tylko :D
Marta miała słodkie maleństwa w postaci przypiniek i stałam się szczęśliwą posiadaczką kolejnego kota, któy pięknie dopasował się do mojej koszuli ;) 

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn marta krasna kornak broszka kot

Skoro jest kot, to pokażę Wam resztę moich zdobyczy ;) w większości z darów wymiany barterowej mojego męża :D
Piękna miska z rączek Joanny Roszkowskiej

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn joanna roszkowska ceramika miska
targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn joanna roszkowska ceramika miska

Dopracowana idealnie, pięknie kobaltowa we wnętrzu i cudownie surowa na zewnątrz. Skrajności pięknie uzupełniające się w jednym przedmiocie.

Szkatułki na tajemnice, to tym razem ceramiczne cuda marki PREDLA, ozdobione barwionym mchem. Idealnie dopasowały się do wnętrza mojego Studio :)

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn predla szkatuly ceramika mech
targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn predla szkatuly ceramika mech

Wizytownik od HAJDE
Ich rzeczy są bardzo pomysłowe, oryginalne i szyte z ogromną precyzją, z cudownych materiałów. 

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn hajde wizytownik

targi warsaw home expo 2017 ptak nadarzyn hajde wizytownik
Jak będę urządzała dom, to nieomieszkam poszukać perełek na kolejnych edycjach targów ;)
Mnóstwo piękna.
Mimo kilku rund po hali nie zdążyłam obejrzeć wszystkiego. Przebieżka po pozostałych halach była tylko "liźnięciem" całości. 
Polecam za rok odwiedzić :) tylko zarezerwujcie sobie dużo czasu i obejrzyjcie wszystko na spokojnie. 
Organizacja na świetnym poziomie.
Mam nadzieję, że się zobaczymy ;)

Jak klikniecie magiczne słówko TUTAJ, to polecicie do notatki Czarneckigo i spojrzycie jego okiem ;)


Poniedziałek, Wrzesień 25, 2017, 22:11 | Brak komentarzy »
Od dłuższego już czasu pranie wysycha mi przynajmniej dwa dni, a zapowiedzi powrotu lata są odwoływane regularnie...
Jesień wprosiła się aurą wręcz listopadową wraz z rozpoczęciem roku szkolnego... 

Moja zakręcona codzienność spowolniła, jednak intensywność wydarzeń różnych nie opadła ani ciut. 
Taplam się więc w deszczu, zimnie, zmierzchu szybciej zapadającym, niczym w gęstym błocie, co spowalnia mnie fizycznie i mentalnie, wszystko mi opada, a cierpliwość przestaje gościć w moim słowniku...

I przychodzi sobota...
Dzień zapier.a.a.ia totalnego, wypełniony od rana. Do tego oczywiście zmiany w planach, naginanie się do klienta, zaginanie czasoprzestrzeni, w celu wyrobienia się ze wszystkim oczekiwanym i nieoczekiwanym, pęd, adrenalinka i... spięcie... bo przecież zawsze przyda się potargować... luz... rozumiem... niektórzy tak mają...
Pęd trwa, wszystko się udaje, każda klientka wyrabia się na swoją imprezę, a ja w domu padam z nóg.
Jest po 17.00 i zdaję sobię sprawę, że mam plecy jeszcze... i pęcherz... bo od 8.00 nie wpadłam nawet do toalety...

Deszczowa aura nie sprzyja.
Cóż...
Szybkie ogarnięcie i ok 20.00 moja przytomność się odmeldowuje.
Niedziela świtem bladym działam dalej.
Jest pięknie - piękny makijaż i piękny kłos na włosach pięknej klientki, do śniadania.
W drodze powrotnej przemakają mi buty, bo oczywiście znowu zapomniałam, że aura nie sprzyja. Drogą okrężną dobijam do domu. Mogę wreszcie odpocząć, a buty wysychają sobie już spokojnie pod kaloryferem.
Chwila zwolnienia realnego, aż do wieczora...
Świece rozpalone w lampionach jesienią tworzą najpiękniejszy klimat i przy ciepłym płomieniu już nawet deszcz nie drażni.
Powieki stają się przyjemnie ciężkie, a kołdra tuli wyjątkowo miło...
I ten blask świec...
I ten cudownie spływający wosk, układający się w niepowtarzalne wzory... w lampionie... na parapecie... pod parapetem... i to spokojnie przelatujące w myślach "o kurwa"... podłoga!
I adrenalinka, znowu, no bo jakby to bez niej przed spaniem.
Światło więc mode on w trybie pilnym, szybka akcja i luz. Podłoga czysta i bezpieczna, picuś glancuś nic się nie stało, but złapał wszystko i to max zawodowo! Centralnie w sam środek. Jakież szczęście, że właśnie tam suszył się spokojnie. 

but wosk pech blog notatka milka giemza jest pieknie

Odlew piętki cudownie wpasowany, tylko nie za bardzo wiem na co mi się przyda, a przede wszystkim jak go wydostać...
Ale coż to dla mnie, przecież kreatywność, to moje drugie imię!
Rozlazły nieprzyzwoicie wieczór powrócił do szybkiego standardu, żebym mogła wreszcie normanie zasnąć. 

Po weekendowym wypoczynku poniedziałek rano cudownie napawa energią i radością do pracy.
07.15 to najwyższa pora na kawę, zwłaszcza, kiedy niczym za dotknięciem magicznej różdżki prąd przestaje dopływać do jakiegokolwiek kabla w domu. Pięć minut później kofeinowy napój bogów nie smakowałby już tak samo... Ostatnie ciepło w kubku pozwala obudzić zmysły i spojrzeć na sytuację spokojniej, więc nawet jedyne 5% baterii w telefonie nie przeraża.
Szybkie sprawdzenie informacji o przerwach w dostawie prądu częściowo wyjaśnia sytuację i pozwala cieszyć się spokojnym porankiem okraszonym pracą zdalną w domowych pieleszach, czyli przekładaniem umówionych klientek na dzień następny.
No ale przecież poniedziałkowy poranek powinien tryskać energią, a tu nastąpiło piżamowe rozleniwienie, więc los zakasając rękawy żegna moje jedyne łącze telefoniczne w idealnym momencie. W zamian dając mi alternatywę w postaci właśnie przybywającej babci ze świeżym pieczywem i pełną baterią w komórce własnej.
Jest w końcu facebook wszechratujący! Tylko jakoś uznając jedynie messenger, nie chce mnie dopuścić do kontaktu w wiadomościach po linii prostej. 
I w takim momencie to dopiero zaczyna się życie!
Są przecież grupy wszelakie, które można utworzyć (tajne nawet! HA!) i tam można postów mnóstwo napisać, ludzi konkretnych oznaczać i korespondować o poranku (i nie tylko) ile dusza zapragnie! Wiadomości to przeżytek!

Takiego poniedziałku nigdy bym sobie sama nie wymarzyła... 
Wreszcie, po powiadomieniu wszystkich zainteresowanych o zaistniałej sytuacji, z tych nudów chyba padłam spać. 

Moje kochane życie codzienne... 
Love... <3


środa, Sierpień 30, 2017, 06:29 | Brak komentarzy »
Kochane moje, Cudowne kobietki...

Na zegarze mam obecnie widoczną 04:44... rano. Tak, nad ranem dokładnie.
Kolejny raz osiągnęłam mój "ulubiony poziom zmęczenia", kiedy to nie mogę spać... a obudziłam się rześko o 02:28, kiedy mój Synu wymamrotał magiczne słowo: "siku"...

Wiem, że nie odpisałam jeszcze na masę wiadomości od Was i mam nadzieję, że uda mi się zrobić to dziś, choć przepraszam, jeśli jednak nie ogarnę.
Przepraszam z góry, bo wiem, że przede mną dzień pracy wypełniony po same brzegi. Jak wiele wcześniejszych i wiele kolejnych...
I zdaję sobie sprawę, że czasem nie ogarniam wszystkiego, co wokół mnie się dzieje...
Za co Was przepraszam tu i na bieżąco mając z Wami kontakt.

fot tomasz grabski douglas skorosze metamorfozy milka giemza makijaz blog notatka
Moje Piękne...
Każda z Was, absolutnie KAŻDA jest dla mnie wyjątkowa i niepowtarzalna. Myślę, że wiele z Was zdaje sobie sprawę, że nie ma u mnie osób przypadkowych i każda moja klientka nie jest tylko klientką.
Staram się każdą minutę z naszych zawodowych spotkań przeznaczać tylko dla Was. Nie lubię odbierać telefonów i wiadomości, kiedy jesteście u mnie, ponieważ, to jest Wasz czas i chcę w nim być dla Was.
Zdarza mi się oczywiście, ale jest to dla mnie mało komfortowe i dotyczy przede wszystkim sytuacji, w których chodzi o moje dzieci lub konkretnie umówiony telefon, na który czekam.
Nie złoszczę się, nie gniewam i nie wyciągam konsekwencji żadnych w przypadku, kiedy odwołujecie mi wizytę. Nie wpisuję Was na "czarna listę" osób, które się spóźniły i nie odmawiam kolejnej wizyty. Staram się być bardzo elastyczna w ułożeniu do godzin Waszej pracy i trybu życia.

Myślę też, że wiele z Was już dość dobrze poznało mnie przez lata naszej wspólnej pracy i spotkań. Wiecie jak pracuję, jakim trybem, jak dużo i jakim pracoholkiem potrafię być.
I cieszę się niezmiernie, kiedy "ochrzaniacie" mnie przez telefon, dzwoniąc po raz "milionowy", zdaniem typu: "Tak, tak, wiem, że trzeba Cię pilnować, dlatego dzwonię po raz kolejny, luz..." :)
Dziękuję za spokojne wiadomosci, typu: "Przypominam się... ;)" albo "Czy coś się stało...?", bo czuje, że nie biją od Was bomby żądań w moją stronę.
Dziękuję za cierpliowść, aż odpiszę i za potwierdzenie, że przypilnujecie w razie czego naszych terminów, a przede wszystkim za cierpliowść, kiedy nawalę, bo i mnie się zdarza.

To wszystko buduje relację nie tylko zawodową, ale bardzo niepowtarzalną.
Chcę, żebyście mogły odpocząć u mnie od pędu codzienności i spraw bieżących. Żebyscie miały miejsce, gdzie możecie się pośmiać, wypłakać, wykląć itp...
Bezpieczne miejsce. Do którego przynosicie swoje historie i w którym bezpiecznie możecie je zostawić. W którym śmiejemy się, płaczemy i klniemy wspólnie.
To ta "kozetka" :)

Rzecz w tym, że Wy wpadacie do mnie raz na jakiś czas, a ja mam Was kilka dziennie.
Nie mam wtedy czasu na rozmowy telefoniczne i odpisywanie na wiadomości, które są w postaci sms'ów, maili, massengara itp....
Zwykle robię to wszystko kiedy wrócę do domu. Tylko czasem wracam o takich porach, kiedy oddzwanianie już nie jest fajne... Poza tym w domu czekają na mnie dwa cudowne szkraby, dla których też, a rzaczej przede wszystkim, czasu potrzebuję. Zdarza mi się niejednokrotnie zasnać przy nich, czy na fotelu ze zmęczenia przy kolacji...
Z moim mężem najczęściej rozmawiam w drodze autem... jeśli nie odpisuję akurat na wiadomości lub nie oddzwaniam...

Czasem klikam na tablicy facebooka lubię to! wszytkiemu, co widzę... to takie moje odmóżdżenie...
Nie zawsze widzę powiadomienia o wiadomościach od Was, czasem mam ich tyle, że potrzebuję oddechu, żeby zabrać się za odpisywanie... a czasem przeczytam i nie odpiszę od razu, bo odpowiedź wymaga ode mnie wcześniejszego potwierdzenia innych spraw i sama jestem uzależniona od osób trzecich.

Nic przed Wami nie ukrywam i wprost przyznaję się do swoich błędów.
Równie wprost i lojalnie uprzedzam, żebyście nie czekały z zapisami na ostatnią chwilę, bo nie zawsze znajdę miejsce "na już".
Wiadomosci o treści: "Dziś masz czas?" najczęsciej spotkają się z odpowiedzią odmowną albo z żadną, bo mogę nie mieć na zleceniu telefonu przy sobie w ogóle.
Choć oczywiście cuda się zdarzają :D Jednak proszę, nie miejcie do mnie pretensji, jeśli nie...

Publikowanie na facebooku, czy instagramie załatwiam w tzw. międzyczasie przez telefon, żeby mieć z Wami kontakt i żebyście o mnie nie zapomnieli ;)
Oczywiście chcę się też z Wami dzielić tym, co u mnie się dzieje, zarówno zawodowo, jak i po części prywatnie, bo jestem jaka jestem tylko w całości.
Czasowo opanowuję to do perfekcji, max 5 minut :D
Na blog potrzebuję więcej czasu, choć zwykle piszę "jednym tchem", więc teoretycznie jest szybciej...

Mam na sobie także odpowiedzialność za pewne projekty, o których nie zawsze na bieżąco Wam mogę opowiedzieć, ale ze zobowiązań wywiązać się muszę.

Nie mam reklamy i nie siedzę całymi dniami publikując Wasze zdjęcia po każdym moim makijażu, czy rzęsach, ponieważ nie mam na to czasu i szanuję czas Wasz i Wasz wizerunek. Jeśli będziecie miały chęć, to same udostępnicie swoje zdjęcia lub mi je prześlecie i wtedy jest super :)
Nie potrzebuję opinii innych, co do mojej pracy, bo to Wasza opinia jest dla mnie najważniejsza. I chyba należę do ludzi "starej daty" pod wieloma względami, a mimo wszystko jesteście i masę pracy mam. Choć mam wrażenie, że czasem uważacie mnie za osobę swobodnie dorabiającą, kiedy mówicie, że u innych się nie udało, to zapisaliście się do mnie... A ja czasem oddaję Wam moją jedyną godzinę wolną przez np. 8-9 godzin pracy... np. zamiast obiadu...

fot tomasz grabski douglas skorosze metamorfozy milka giemza makijaz blog notatka

fot tomasz grabski douglas skorosze metamorfozy milka giemza makijaz blog notatka
Prowadząc działalność własną, zwłaszcza w pojedynkę, jest się dla siebie pracownikiem, prowadzącym jako wykonawca i kierownik projektu kilka działów, pracodawcą, recepcją, sprzątaczką... i jeszcze pewnie kilkoma osobami więcej...
Wracając do domu jako matka, jestem matką oczywiście, ale też praczką, sprzątaczką, kucharką, psychologiem dziecięcym, psychologiem rodzinnym i w sumie psychologiem własnym, żeby też nie zwariować...

Do pewnego momentu miałam wrażenie, że na prawdę mam problem z organizacją czasu... Teraz uważam, że powoli staję się mistrzem panowania nad chaosem i zaginania czasoprzestrzeni.

I skoro złapałam już tak cudowny słowotok, a ktokolwiek z Was dobrnął do tego momentu, to może wreszcie napiszę o co mi z tym wszystkim chodzi...

PROSZĘ WAS OGROMNIE...
Jeśli macie zamiar wywalić we mnie magazynek zarzutów i pretensji, że nie jest z mojej strony w porządku to, czy tamto, czy rzucić lekki szantaż, że poszukacie sobie kogoś innego... bez wcześniejszej spokojnej próby kontaktu... to informuję, że nie jestem korpo, mam swoje granice, zawodowe i prywatne, jestem w porządku jak tylko mogę i szantaże oraz pretensje możecie od razu umówić do kogoś innego razem z wizytą.

Piszę to, żeby uchylić Wam części mojego życia.
Najbardziej tym, które mnie znają, a jednak nie znają wcale...

Proszę: ZANIM PRETENSJA, WŁĄCZ MYŚLENIE...
W sumie w każdej sytuacji i dziedzinie życia...

fot tomasz grabski douglas skorosze metamorfozy milka giemza makijaz blog notatka
 
Ściskam Was mocno... :*
Do zobaczenia w studio.

Ps. fotografie wykonał Tomasz Grabski podczas metamorfoz w Douglas Skorosze.
Dziękuję :)


Piątek, Sierpień 25, 2017, 22:11 | Brak komentarzy »
Od kiedy pamiętam czułam się jak kosmita... niedopasowana zupełnie do społeczeństwa o światowym, właściwym jedynie podejściu. Nie potrafiąc zrozumieć od wczesnych lat życia stwierdzeń "wypada" i "powinno się", dorastałam w bezpiecznym pudełeczku życia z ogromnym dyskomfortem.
To bardzo dziwne uczucie, kiedy nie śmiejesz się wtedy, kiedy wszyscy, a wręcz jest Ci smutno... dziwne jest uczucie bycia "nie fajnym", kiedy wszyscy fajni są lub chcą być... poza Tobą... dziwnym uczuciem jest niezrozumienie otaczającego Cię świata i słuchanie o swojej nienormalności, bo przecież to ze wszystkimi innymi jest ok...
Ciężko żyje się w mniejszości... Zwłaszcza, kiedy dociera to do Ciebie, jak jesteś dzieckiem...

Od wielu lat nie mam telewizora. Z wyboru. Jest mi z tym lepiej i lepiej mi się myśli, kiedy nic mnie nie zagłusza...
"Okien na świat" jest jednak bardzo wiele...
Ostatnio wyjątkowo dużo trudnych wiadomości do mnie dotarło.
Nagłówki artykułów krzyczą: "Więziona i gwałcona przez 10 dni, uciekła, lecz dziś zmarła w wyniku ciężkich obrażeń."... "Delfin na plaży umierał w męczarniach, bo ludzie wyciągnęłi go z wody i robili sobie selfie."... "Ludzie ustawiają się w kilometrowych kolejkach do przejażdżki. Konie padają z wycięczenia."... "Dziecko trafiło z ciężkimi obrażeniami ciała do szpitala, rodzice przyznali się do znęcania."... "Ksiądz pedofil zeznaje przed Sądem. Sędzia nie może powstrzymać łez."...
Nigdy nie śmieszyło mnie powszechne żartowanie i poniżanie osób niepełnosprawnych lub biedniejszych, nigdy nie rozumiałam przyzwolenia na bicie, dziecka tym bradziej, nigdy nie rozumiałam gwałtu... żadnego! 

W internecie zaczyna się od teoretycznie anonimowych komentarzy, potem hejt i coraz odważniejsze słowa... Przez poniżanie kolejne osoby odbierają sobie życie...
W świecie realnym słowo, groźba, gest, narzucanie swojego zdania, swojej woli, dotyk, uderzenie...
Raz pójdzie, "uda się"... Drugi raz... Fajna "zabawa"...
"Bo coś powiedział, to mu wpierdoliłem."... "Bo niezła z niej dupa, to zrobiłem jej dobrze tylko."... "Bo to tylko zwierze."...

Tak łatwo przekroczyć granice... byle nie swoje, co?
NIE MASZ PRAWA!!!
ŻADNEGO PRAWA PRZEKRACZANIA GRANIC DRUGIEGO CZŁOWIEKA!!!

W ŻADNYM STOPNIU!!! OD NARZUCANIA SWOJEGO ZDANIA, DO PRZEMOCY (JAKIEJKOLWIEK!) WŁĄCZNIE!!!

Łatwo decydować o życiu innych, łato mówić "co kto powinien", łatwo radzić i pouczać... Oczywiście! Bo przecież wszystko wiemy, umiemy, jesteśmy wykształceni i doświadczeni...
I nawet z tym wszystkim, z całym wykształceniem, z całym doświadczeniem, do decydowania o życiu człowieka NIE MAMY PRAWA!
Tym bardziej NIE MAMY PRAWA do ŻADNEJ PRZEMOCY! Bo to właśnie przemoc jest.

JEŚLI CHCECIE PRZEKRACZAĆ GRANICE, PRZEKRACZAJCIE GRANICE SWOJE!!!
Masz za dużo siły, energii? Nosi Cię? Pomoż komuś meble przenieść! Albo wnieść zakupy starszej Pani, czy wózek z dzieckiem matce. Bo do tego nadal chętnych niewielu...
Masz chęć na seks? To przestań się nakręcać jedynie przy porno, a pobiegaj za kwiatami i wysil się na podryw. Mniej Cię będzie roznosić, trochę się zmęczysz, portfel Ci zelżeje, to może i seks będzie bardziej wartościowy, a do tego dostaniesz go dobrowolnie, bo z samego faktu bycia facetem seks Ci się NIE należy!
Uważasz, że zwierzęta, to tylko pupilki dla radości człowieka? To zapraszam do schroniska... Zaopiekuj się, posprzątaj...
DAJ COŚ Z SIEBIE!!! Bo NIE NALEŻY Ci się NIC!!!
Zanim cokolwiek zrobisz, postaw się nie miejscu drugiej osoby.
Pomyśl, czy na prawdę fajnie by było, gdyby ktoś właśnie Ciebie poniżał, gdyby to Ciebie ktoś bij, gdyby to Ciebie ktoś gwałcił... Fajnie...?
Może mi powiesz, że tak było i teraz Ty też tak robisz...?
Pamiętaj, że to co robisz, to Twój wybór!
Wbrew wielu stwierdzeniom krzywdzeni nie zawsze krzywdzą, często wręcz to właśnie oni bronią, oni uświadamiają! Oni z pokorą swoich przeżyć i doświadczeń!

Kiedy już miałam wrażenie, że otacza mnie coraz więcej kosmitów* i ludzie zaczynają patrzeć na innych z większym szacunkiem, okazało się, że nagłówki wykrzykują złe wiadomości coraz bardziej...

Nie zbawię świata, nie zrobię czegoś za kogoś, nie zmuszę na siłę do bycia dobrym... nie zmuszę, bo przymus, to też przemoc...
Ale mogę być dobrym człowiekiem. Lepszym niż byłam wczoraj. Niż ja sama wczoraj, NIE lepszą od kogoś. 
Mogę pokazać, mogę poprowadzić, mogę zainspirować...
Mogę zacząć od siebie, mogę spojrzeć najpierw na siebie...
Mogę PRZEKROCZYĆ SWOJE GRANICE!

Trudne...?
A łatwiejsze jest przekraczanie granic drugiego człowieka...? 
Bo nie trzeba się samemu wysilić? Samemu pomyśleć? 
Bo to nie Was wtedy boli...??

Przekraczamy nie te granice... nie w tą stronę...
A pracując nad sobą możemy zrobić tyle dobrego!
Przynieść drugiemu człowiekowi dobre słowo, podać ręke, wysłuchać, pomilczeć...
Albo coś stworzyć.
Coś pożytecznego.
Nie faniej się czyta o nowych wynalazkach, które uratowały życie? Które pomagają w funkcjonowaniu?
Słyszeliście o okularach dla daltonistów? O protezie wydrukowanej na drukarce 3D, przez ojca dla niepełnosprawnego syna?
Myślicie, że nie możecie...?
A kto to wynalazł...?
Ludzie! Tacy jak Wy!

Możecie stworzyć coś pięknego!
Zobaczcie...

granice przekroczone milka giemza blog notatka logicznie nielogiczna
granice przekroczone milka giemza blog notatka logicznie nielogiczna
Piękne, prawda?
NIESAMOWITE!!!
To jest właśnie PRZEKRACZANIE SWOICH GRANIC!!!

Zastanawiacie się co z tego?
Po co komu obraz?
Nawet jeśli macie skupić energię na stworzeniu obrazu, którego nikt nie kupi, to przynajmniej zajmiecie sobie czas czymś pięknym. 
A jak Wam nie wyjdzie...? To przynajmniej będziecie próbować, a nie wyżyjecie się na innych, taplając się w beznadziejności "bo nie umiem"...

Albo chociaż książkę jakąś przeczytajcie...

A w kwestii niepełnosprawnych... to niepełnosprawność wcale nie jest taka oczywista... bo czasem coś ogranicza, a czasem nawet mimo tych ograniczeń możemy żyć pięknie...

granice przekroczone milka giemza blog notatka logicznie nielogiczna
To tak gdyby przyszło Wam do głowy dyskryminować kogokolwiek z jakąkolwiek niepełnosprawnością...

Zanim cokolwiek powiecie, napiszecie, czy zrobicie - POMYŚLCIE!!!
I nie poczujcie się proszę urażeni, że Was ten tekst nie dotyczy...
Bo może nie dotyczy... a może jednak trochę...

Obraz pierwszy autorstwa: Cj Hendry
Obraz drugi autorstwa: Kang Kanghoon 
Zdjecie trzecie przedstawia Fatemeh Amami, Irańską artystkę.
Bardzo Was zachęcam do obejrzenia innych prac ich autorstwa, zakochacie się ;)

Wszystkie trzy zdjęcia pochodzą z fanpage Art People Gallery 

I PROSZĘ! OGROMNIE PROSZĘ! SZANUJCIE DRUGIEGO CZŁOWIEKA!!!


*
kosmita - (w moim pojęciu) osoba bliska mi wywróconym tokiem rozumowania i podejściem do życia.

Niedziela, Sierpień 20, 2017, 19:26 | Brak komentarzy »
Z racji pierwszej od dawna wolnej niedzieli, kiedy to nie musiałam zerwać się bladym świtem do pracy, ani w żadny innym celu i mogłam spokojnie włączyć tryb lenia, postanowiłam posprzątać.
I to nie jest żart.
Dokładniej nazwałabym to odgruzowaniem niż sprzątaniem po prostu.
Urobiłam się po łokcie, pachy, uszy i chyba jeszcze wyżej, ale wreszcie pokój dzieci i część mieszkania zyskała nowy wygląd, niczym świeżo po remoncie. 
Nie powiem, może nie było aż tak tragicznie, ale nie lubię ogarniać. Sprzątanie oznacza dla mnie wyczyszczenie w trybie dokładnym najmniejszego zakamarka, przejrzenie każdej rzeczy znajdującej się w danym pomieszczeniu, łącznie z decyzją o jej dalszym bycie, odsunięcie mebli i umycie okien. 
Padało dziś od rana, więc był na wszystko czas, sposobność i nastrój. 
Tak, umyłam okna, mimo deszczu i nie żałuję. 

To sprzątanie było mi potrzebne.
Mi, mnie, mojej głowie.
Rety, jak wysiłek fizyczny cudownie odmóżdża. 

Potrzebowałam odciąć się od świata, telefonu, kalendarza, pracy, spraw doczesnych... Jutro poniedziałek, więc od rana wszystko się uaktywni. 

Lubię sprzątać w domu, bo mam poczucie, że dbam o niego... jak o członka rodziny.
Traktuję moje mieszkanie bardzo... hmm... brak mi słowa... ale jak część swojego organizmu... Trudno to wyjaśnić, ale to trochę tak, jakbym była zżyta z nim całą sobą. 
Na co dzień wyłączam mój pedantyzm. Nie drażnią mnie turlające się po podłodze zabawki, czy ubrudzona w dziecięcej zabawie ściana... W końcu to część naszego życia... Jak mam czas, to przecież wszystko odgruzuję ;) jak dziś :)

To jedna z pierwszych notatek na nielogicznej, która nie ukaże się też na drugim blogu...
Powoli uchylam Wam zupełnie mojego świata...
Jestem trochę ciekawa jak zareagujecie.

Jadąc wczoraj do pracy zrobiłam zdjęcie na stacji pkp.
Ono dziś (poza sprzątaniem) popchnęło mnie do napisania tej notatki.

brwinow pkp stacja kolejowa blog notatka milka giemza logicznie nielogiczna
Mam podobne zdjęcie ze stacji w Pruszkowie.
Mieszkałam tam od urodzenia i było to "moje miasto".
Jak byłam mała zarzekałam się, że nigdy się nie wyprowadzę. Jeszcze na etapie liceum utrzymywałam tą teorię, choć już zdecydowanie mniej zawzięcie. To czego byłam jednak wtedy pewna, to fakt, że nigdy nie będę mieszkać w Brwinowie. Właśnie w tu chodziłam do szkoły.
Nigdy nie mów nigdy.

Prawie pięć lat temu kupiłam w Brwinowie mieszkanie. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Ba! nawet z własnego wyboru!

Wyprowadzając się z Pruszkowa myślałam, że nigdy już nie poczuję tak bardzo swojego miejsca, jak w domu rodzinnym. Nie chciałam zostawiać wspomnień daleko... jakbym bała się, że ulecą kiedy będę dalej... że zostawię je w ich miejscu...
Ale przyszedł na mnie czas i przeprowadzka stała się wyborem najlepszym.
Moim dawnym mieszkaniem zaopiekowali się cudowni ludzie, a wspomnienia powędrowały ze mną tak samo czytelne jak zawsze.

Nowe mieszkanie szybko stało się domem.
Widok pola za oknem jest cudownie uspokajający, a poranna kawa latem na balkonie smakuje jeszcze lepiej.

Teraz buduję wspomnienia z perspektywy rodzica, ale nadal czuję się jak dziecko. To fajne połączenie. 
Każda rysa na ścianie nie jest przypadkowa. Każdy centymetr podłogi przyjmuje opadające emocje. Każdy mebel, czy detal staje się częścią naszego życia, znajdując w domu swoje miejsce zamierzenie lub nie do końca ;)

Biją tu emocje niczym w sercu.
Równo, nieprzerwanie, w swoim tempie.
Dom. Nasz. Idealny. 

A nie chciałam się tu kiedyś przeprowadzać...
Pruszków, to piękny element mojego życia, który mam za sobą... 

Nigdy nie mów nigdy, jak powiadają, bo powiadają prawdziwie.
Życie przetestuje.

Amen.

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem