blog

Poniedziałek, Wrzesień 25, 2017, 22:11
Od dłuższego już czasu pranie wysycha mi przynajmniej dwa dni, a zapowiedzi powrotu lata są odwoływane regularnie...
Jesień wprosiła się aurą wręcz listopadową wraz z rozpoczęciem roku szkolnego... 

Moja zakręcona codzienność spowolniła, jednak intensywność wydarzeń różnych nie opadła ani ciut. 
Taplam się więc w deszczu, zimnie, zmierzchu szybciej zapadającym, niczym w gęstym błocie, co spowalnia mnie fizycznie i mentalnie, wszystko mi opada, a cierpliwość przestaje gościć w moim słowniku...

I przychodzi sobota...
Dzień zapier.a.a.ia totalnego, wypełniony od rana. Do tego oczywiście zmiany w planach, naginanie się do klienta, zaginanie czasoprzestrzeni, w celu wyrobienia się ze wszystkim oczekiwanym i nieoczekiwanym, pęd, adrenalinka i... spięcie... bo przecież zawsze przyda się potargować... luz... rozumiem... niektórzy tak mają...
Pęd trwa, wszystko się udaje, każda klientka wyrabia się na swoją imprezę, a ja w domu padam z nóg.
Jest po 17.00 i zdaję sobię sprawę, że mam plecy jeszcze... i pęcherz... bo od 8.00 nie wpadłam nawet do toalety...

Deszczowa aura nie sprzyja.
Cóż...
Szybkie ogarnięcie i ok 20.00 moja przytomność się odmeldowuje.
Niedziela świtem bladym działam dalej.
Jest pięknie - piękny makijaż i piękny kłos na włosach pięknej klientki, do śniadania.
W drodze powrotnej przemakają mi buty, bo oczywiście znowu zapomniałam, że aura nie sprzyja. Drogą okrężną dobijam do domu. Mogę wreszcie odpocząć, a buty wysychają sobie już spokojnie pod kaloryferem.
Chwila zwolnienia realnego, aż do wieczora...
Świece rozpalone w lampionach jesienią tworzą najpiękniejszy klimat i przy ciepłym płomieniu już nawet deszcz nie drażni.
Powieki stają się przyjemnie ciężkie, a kołdra tuli wyjątkowo miło...
I ten blask świec...
I ten cudownie spływający wosk, układający się w niepowtarzalne wzory... w lampionie... na parapecie... pod parapetem... i to spokojnie przelatujące w myślach "o kurwa"... podłoga!
I adrenalinka, znowu, no bo jakby to bez niej przed spaniem.
Światło więc mode on w trybie pilnym, szybka akcja i luz. Podłoga czysta i bezpieczna, picuś glancuś nic się nie stało, but złapał wszystko i to max zawodowo! Centralnie w sam środek. Jakież szczęście, że właśnie tam suszył się spokojnie. 

but wosk pech blog notatka milka giemza jest pieknie

Odlew piętki cudownie wpasowany, tylko nie za bardzo wiem na co mi się przyda, a przede wszystkim jak go wydostać...
Ale coż to dla mnie, przecież kreatywność, to moje drugie imię!
Rozlazły nieprzyzwoicie wieczór powrócił do szybkiego standardu, żebym mogła wreszcie normanie zasnąć. 

Po weekendowym wypoczynku poniedziałek rano cudownie napawa energią i radością do pracy.
07.15 to najwyższa pora na kawę, zwłaszcza, kiedy niczym za dotknięciem magicznej różdżki prąd przestaje dopływać do jakiegokolwiek kabla w domu. Pięć minut później kofeinowy napój bogów nie smakowałby już tak samo... Ostatnie ciepło w kubku pozwala obudzić zmysły i spojrzeć na sytuację spokojniej, więc nawet jedyne 5% baterii w telefonie nie przeraża.
Szybkie sprawdzenie informacji o przerwach w dostawie prądu częściowo wyjaśnia sytuację i pozwala cieszyć się spokojnym porankiem okraszonym pracą zdalną w domowych pieleszach, czyli przekładaniem umówionych klientek na dzień następny.
No ale przecież poniedziałkowy poranek powinien tryskać energią, a tu nastąpiło piżamowe rozleniwienie, więc los zakasając rękawy żegna moje jedyne łącze telefoniczne w idealnym momencie. W zamian dając mi alternatywę w postaci właśnie przybywającej babci ze świeżym pieczywem i pełną baterią w komórce własnej.
Jest w końcu facebook wszechratujący! Tylko jakoś uznając jedynie messenger, nie chce mnie dopuścić do kontaktu w wiadomościach po linii prostej. 
I w takim momencie to dopiero zaczyna się życie!
Są przecież grupy wszelakie, które można utworzyć (tajne nawet! HA!) i tam można postów mnóstwo napisać, ludzi konkretnych oznaczać i korespondować o poranku (i nie tylko) ile dusza zapragnie! Wiadomości to przeżytek!

Takiego poniedziałku nigdy bym sobie sama nie wymarzyła... 
Wreszcie, po powiadomieniu wszystkich zainteresowanych o zaistniałej sytuacji, z tych nudów chyba padłam spać. 

Moje kochane życie codzienne... 
Love... <3


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem